27 kwietnia 2011

to the middle of nowhere, and on you way home

zajebistość the national polega między innymi na tym, że po kilku latach odkrywa się na nowo niektóre piosenki i zakochuje się w nich, mimo, że kiedyś zupełnie się na nie nie zwracało uwagi. a może trzeba po prostu dorosnąć do pewnych tekstów, do pewnych melodii, które kiedyś w ogóle nie ruszały twojego serca, a teraz trafiają w pewną pustkę, którą idealnie wypełniają.

you know you have a permanent piece of my medium-sized american heart. (...) you can break what you have but the rest of it's mine.

lubię bardzo to uczucie bycia zupełnie obcą osobą w mieście, które odwiedzam pierwszy raz (no bo przecież kilkukrotne przejeżdżanie przez stację miasta ł. się nie liczy). i może nie nastawiam się tak jak kiedyś na każdą podróż, ale potrzebuję kilku dni pomiędzy zupełnie nieznanymi mi kamienicami, krążąc po przecinających się pod kątem prostym ulicach.

13 kwietnia 2011

I wanna be a missing person

żyję ostatnio w swojej głowie. wypadłam całkowicie z rytmu życia, małe problemy urastają do wielkich. mam problemy z koncentracją, z układaniem sensownych zdań, męczę się po przeczytaniu jednej strony. w dodatku dochodzi ten brak poczucia bezpieczeństwa, tak jakby za drzwiami stało stado potworów, od spotkania których dzielą mnie dni, a może nawet godziny.

potrzebuję mocnego wstrząśnięcia, złapania za rękę. przeżywanie tego wszystkiego w pojedynkę nie jest już na moje nerwy. najgorsze w tym jednak jest to, że przez ostatnie miesiące odwróciłam się od wszystkich, myśląc sobie, że nikogo tak naprawdę nie potrzebuję i dobrze mi samej. tak, to był błąd.

wciąż się łapię na tym, że nie pamiętam ile mam lat. 23 wydaje mi się być taką sporą liczbą. zatrzymałam się w którymś momencie i w ogóle nie czuję, że staję się poważniejsza, doroślejsza. to jeszcze bardziej potęguję słuchanie pewnej dwójki ludzi w moim wieku w pociągu z miasta w. do domu. podobnie jak ja, dwudziestoparoletni, tacy poważni, ogarnięci, czułam się przy nich jakbym miała wciąż piętnaście.

może trzeba to tylko przetrzymać, nie poddać, to niby tylko przesilenie wiosenne.