Gdy myślę o mijającym roku nie widzę tygodni, miesięcy, widzę tylko fragmenty, które zawierają w sobie oczekiwanie na kolejne zdarzenie. Mam wrażenie, że czas istnieje dla mnie w trochę inny sposób niż taki jak w kalendarzu. Odmierzam go wydarzeniami. Od jednego wyjazdu do następnego, od koncertu do koncertu, od festiwalu do festiwalu.
Myślę też o tych wszystkich słowach i gestach, które chciałam wypowiedzieć. O powiedzeniu komuś, że go lubię (tak często zapominam albo boję się to powiedzieć). O chwyceniu kogoś za rękę w tej jednej chwili, kiedy stałam tam i kiedy miałam na to ogromną ochotę.
(Za bardzo przejmuję się tym, co inni pomyślą, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę ja chcę.)
(Za bardzo przejmuję się tym, co inni pomyślą, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę ja chcę.)
Znajduję na lodówce przypinkę, którą dostałam na koncercie Godspeed You! Black Emperor prawie dwa lata temu. Chowam ją głęboko w kieszeni.