Chcę z powrotem do Pragi. Chcę z powrotem do Gdyni na Open'era. Chodzę pięć dni w tygodniu do pracy, siódma do piętnastej, a w głowie tylko myśli z poprzednich tripów i myśli dotyczące tych następnym. Piosenki, które do końca życia będą się kojarzyć. Mimo, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej to nie potrafię usiedzieć. Oglądam ładne zdjęcia ze stolic, w których mnie jeszcze nie było. Liczę pieniądzę, patrzę ile mi jeszcze urlopu zostało, jak rozplanować przyszłoroczne 26 dni.
Cieszę się, że mam tę pracę. Jakakolwiek jest, ze swoimi plusami, kiedy szefowa nazywa mnie przodownikiem pracy, a koleżanka mówi, żebym przystopowała, z minusami, które teraz są uśpione, a które pewnie się pojawią - ale co tam, tyle już przeszłam.
Tylko czasem nachodzi taka refleksja co dalej. Przecież tak nie będzie zawsze. Przyjdzie czas, kiedy wykruszymy się, kiedy nie będzie się nam już chciało. Kiedy odległość między Main Stage a Tent Stage będzie za duża. Nie chcę tego.