13 kwietnia 2011

I wanna be a missing person

żyję ostatnio w swojej głowie. wypadłam całkowicie z rytmu życia, małe problemy urastają do wielkich. mam problemy z koncentracją, z układaniem sensownych zdań, męczę się po przeczytaniu jednej strony. w dodatku dochodzi ten brak poczucia bezpieczeństwa, tak jakby za drzwiami stało stado potworów, od spotkania których dzielą mnie dni, a może nawet godziny.

potrzebuję mocnego wstrząśnięcia, złapania za rękę. przeżywanie tego wszystkiego w pojedynkę nie jest już na moje nerwy. najgorsze w tym jednak jest to, że przez ostatnie miesiące odwróciłam się od wszystkich, myśląc sobie, że nikogo tak naprawdę nie potrzebuję i dobrze mi samej. tak, to był błąd.

wciąż się łapię na tym, że nie pamiętam ile mam lat. 23 wydaje mi się być taką sporą liczbą. zatrzymałam się w którymś momencie i w ogóle nie czuję, że staję się poważniejsza, doroślejsza. to jeszcze bardziej potęguję słuchanie pewnej dwójki ludzi w moim wieku w pociągu z miasta w. do domu. podobnie jak ja, dwudziestoparoletni, tacy poważni, ogarnięci, czułam się przy nich jakbym miała wciąż piętnaście.

może trzeba to tylko przetrzymać, nie poddać, to niby tylko przesilenie wiosenne.

3 komentarze:

  1. nie wiem czy to dobrze czy źle, ale w tym roku puknie mi 27 a czuje dokładnie to samo co ty. i jestem tego ostatnio boleśnie świadoma.

    OdpowiedzUsuń
  2. w którymś momencie, chyba wtedy gdy wyrwałam się z uczelni, gdzie wszyscy mieli parcie na dorosłe poważne życie, zrozumiałam, że to jeszcze nie moja bajka. dużo czasu minęło też, aż zaakceptowałam ten fakt i przestałam ze sobą walczyć. ale w końcu czuję, że pozbyłam się jednego z demonów.

    OdpowiedzUsuń
  3. A może na tym polega urok dwudziestu paru lat - żeby czuć się jakby się wciąż było nastolatką. Też przestałam z tym walczyć, bo poważne życie chyba nie byłoby takie śmieszne, jak to, które mam teraz.
    To chyba jedyny sposób - zaakceptować to, że jesteśmy nie-do-końca-ogarnięte.
    :*

    OdpowiedzUsuń