jedyny stan, w którym teraz bym chciała być, to ten sprzed kilku dni, kiedy byłam w pociągu, potem spałam w nie swoim łóżku, czułam się obca chodząc po ulicach miasta ł. i za każdym razem, gdy mijałam jakieś skrzyżowanie próbowałam znaleźć koniec ulicy na horyzoncie, albo chociaż policzyć światła innych skrzyżowań, które udało mi się przez ten moment zauważyć.
to taki stan, kiedy zostawia się wszystkie sprawy w tamtym, swoim mieście i przebywa się w innym z czystym umysłem. widzę teraz dokładnie jak bardzo potrzebuję zmiany miejsca zamieszkania, wyprowadzenia się gdzieś indziej i zaczęcia wszystkiego z pustym kontem. jeśli to w ogóle jest możliwe. jeśli nie, to zostają mi tylko takie kilkudniowe wycieczki, by odpocząć.
czuję, że najbliższy czas będzie czekaniem. i to czekaniem w tej najgorszej wersji, kiedy nie można nic za bardzo zrobić. tylko zająć się czymś, skończyć kilka spraw. i na przekór wszystkim i wszystkiemu wolałabym, żeby pogoda była właśnie taka jak dziś. chłód, deszcz i ten kawałek.
Nie ma czegoś takiego jak puste konto, zawsze coś się ciągnie, przynajmniej w głowie.
OdpowiedzUsuńAle rozumiem, doskonale rozumiem tę potrzebę uciekania chociaż na parę dni, na chwilę.
:*
i słuchanie arcade fire na szczycie szczytów.
OdpowiedzUsuń