30 marca 2010

how did we get ourselves so lost

wiosna tak naprawdę nic nie zmienia. może tylko ubrania, które się nosi.

pamiętam lekcje z przystosowania do życia w rodzinie. przez połowę zajęć staraliśmy się zaakceptować swoje wady i pokochać siebie, takimi, jakimi jesteśmy. bo według prowadzącej to 50% sukcesu udanego związku. myślę, że miała rację.

to musi być zajebiste uczucie: przeżyć z kimś ciężką zimę, a potem lekką wiosnę.

zaczynam sobie zdawać sprawę, że to ostatnie miesiące studenckiej beztroski. muszę wyciągnąć z wszystkich dni, a szczególnie z tych wakacji jak najwięcej się da. wiem, że nie mogę być wszędzie, ale nie chcę żałować, że przespałam ten czas.

hot chip - i feel better

23 marca 2010

i wish i had a beach house

muszę się zatrzymać na moment. dni mijają bardzo szybko, nawet nie wiem, kiedy z piątku zrobił się poniedziałek. przywracam stare czasy starymi płytami, które kiedyś słuchałam na okrągło. dziś tak jakbym już nie miała czasu na zatrzymanie się przy jednej, tylko wciąż chłonne bezproduktywnie kolejne. nie podoba mi się to i to bardzo.

poza studiami i pracą nie robię nic. bo czymś konstruktywnym nie można nazwać słuchania muzyki, przeglądania stron, czy siedzenia na fejsie. muszę nabrać oddechu i ruszyć ze swoim życiem. może znajdę odpowiedź na pytanie co dalej.

pj harvey - one line

20 marca 2010

na obcasach i po dużej wódce

w ciągu jednej nocy może wydarzyć się wiele. rozmowy z przypadkowo poznanym chłopakiem o starych dobrych czasach, rewelacyjny koncert much, nie przypadkowe spotkanie p., atlas sound na offie i skakanie z radości po całym domu.

późnym rankiem stoję z m. przed budynkiem, zapalamy papierosy. jesteśmy niewyspane, ale opowiadamy sobie wczorajsze historie. znów daję, tak jak dwa tygodnie temu, swoje autorskie życiowe porady. staram się chłodno ocenić sytuację. czyjąś zawsze łatwiej niż własną.

muchy - zapach wrzątku

12 marca 2010

pytasz mnie czy wybiorę się na seans, trzymam ręce w twoich kieszeniach

pamiętam dokładnie koncert much na open'erze 08. pierwszy w życiu z prawdziwego zdarzenia. jeszcze nie zachód słońca, jeszcze dzień, nawet sporo ludzi pod sceną, ja i m. gdzieś pod barierkami. wokalista robiący zdjęcie publice, bo mama nie uwierzy mu jak jej opowie, że tyle osób przyszło. dziś włączam drugą płytę bardzo głośno i mam dziwne wrażenie, że będzie krążkiem tej wiosny.

gdybym miała się dziś zamienić w jakiś albumu, to chciałabym być właśnie tym.

wciąż trzymam na widoku pozostałości po wylocie do uk. bilety na samolot, bilety na metro, na pociąg w birmingham, mapy greenwich, the british museum. na pulpicie komputera big ben z house of parliament. wciąż łapią mnie za serce przypadkowo znalezione zdjęcia zrobione na stacjach londyńskiego metra.

znów wraca potrzeba spotkań. dzwonię do osób, których nie widziałam od ponad roku, umawiamy się tam gdzie zawsze, na to co zawsze. zadymione puby, papierosy, piwo, głośny śmiech i późne powroty do domu.

to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień. bez wspomnień i rozczarowań.

6 marca 2010

and you're walking away, oh, where to go to?

to smutne jak na moich oczach rozpada się czyjś związek. i to trochę żałosne, że w tej sprawie udzielam jednej ze stron rad. przecież sama wciąż popełniam te same błędy i nie potrafię się z nikim związać na stałe. to naprawdę żałosne.

ale stoimy przed budynkiem, odpalamy papierosy. a z moich ust wypadają te wszystkie mądrości, o których powinnam pamiętam za każdym razem, gdy z kimś jestem. o których powinnam pamiętać jakiś rok temu.

wciąż coś mnie chwyta za serce. coś każe pamiętać, nie zapominać o tych wszystkich miejscach i scenach.

4 marca 2010

here comes a feeling you thought you'd forgotten

za każdym razem, gdy widziałam czerwony dwupiętrowy autobus miałam w głowie piosenkę the smiths z tekstem and if a double-decker bus crashes into us, to die by your side is such a heavenly way to die. to niesamowite uczucie, gdy mogę zobaczyć na własne oczy te wszystkie miejsca, które znałam tylko z pocztówek, czy filmów. londyn jest idealnym miejscem. nie przytłaczającym, wielokulturowym. myślę, że mogłabym zamieszkać w takim dużym mieście.

po takiej przygodzie życia ciężko się ogarnąć i wrócić do normalnych zajęć. do stania w korkach, siedzenia w skupieniu przez dwie godziny na zajęciach, chodzenia do pracy.

yeasayer - tightrope
(piosenka, która do końca życia będzie mi się kojarzyć z tą podróżą)