17 maja 2010

some girls are bigger than others

palimy zawsze na schodach wejściowych uczelni, na której pracuje. jest zimno, pada deszcz. pierwszy raz od nie pamiętam kiedy nie mam ochoty wracać do domu. wolę zostać w środku, w cieple. ale kilka godzin później stoję pod parasolem, który i tak nie ochrania mnie przed zacinającym ze wszystkich stron deszczem. na przystanku spotykam pewnego chłopaka kolejną sobotę z rzędu.

śpię po kilkanaście godzin dalej czując się niewyspaną. piję kilka kaw dziennie dalej czując senność. od papierosów pozostaje nieprzyjemny smak w ustach.

to już stało się tradycją. za ostatnie pieniądze kupuję paczkę fajek.

jest tyle spraw do zrobienia, ale wolałabym zostać w łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz