23 maja 2010

i had a dream that i died

czasami czuję się jakbym grała drugoplanową rolę w jakimś jebanym melodramacie klasy b., w połowie którego widzowie wychodzą z kina, bo nic się nie dzieje, a jak już coś się zacznie dziać to jest to do bólu przewidywalne.

nie wydarza się nic, co mogłoby z oczywistych względów sprawiać, że tak się czuję. nic się nie zmienia, wciąż gapię się w tą samą ścianę. wszyscy rozumieją jak się czuję, ale co z tego, jeśli to rozumienie w niczym mi nie pomaga. w sumie, to nawet nie wiem, co mogłoby pomóc.

to uczucie nie opuszcza mnie od kilku dni.

przyszły piątek, ja, on sprzed roku, kawiarnia i przegląd filmów francuskich. nie nazywam tego spotkania w żaden sposób. nic w stylu spotkanie z duchem z przeszłości, próba udowodnienia sobie czegoś. nic z tych rzeczy. zostawiam wykropkowane pole puste.

beach house - beach house

2 komentarze:

  1. nie odwalaj tylko prosze takich glupich jazd jak ja w stylu to samo miejsce, ten sam dzien, stolik I godzina. To chyba nie dziala..

    OdpowiedzUsuń
  2. niee. nowe miejsca, zupełnie inny dzień i miesiąc. ale to i tak już chyba nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń