31 maja 2011

Someway, baby, it's part of me, apart from me

Pracę licencjacką broniłam dzień po Open'erze, magisterkę będę bronić w dniu wyjazdu na festiwal. Życie nie przestaje mnie zadziwiać. Mam wrażeniem, że zatoczyłam pewne koło. Może to będzie dobry moment na to, by coś zmienić, by może w pewien sposób zacząć od nowa.

Pięć lat temu, gdy wyobrażałam sobie siebie w tym momencie, w którym jestem teraz, miałam przed oczami dorosłą kobietę, która wie, co chce robić dalej. Heh, jest zupełnie inaczej.

Dochodzę jednak do wniosku, że cieszę się, że ten etap życia mam już za sobą. I trochę się dziwie samej sobie, że miałam tyle siły, by to wszystko wytrzymać, nie wiem, czy teraz chciałoby mi się jeszcze raz przez to przechodzić. To już nie na moje nerwy.

Żałuję, że w tym roku nie pojadę na Selector, ale za to szykuje się impreza, której sponsorem będzie zdanie drinking till you can't feel feelings anymore. Impreza pożegnalna, bo puszczam za granicę jedyną osobę z tego miasta, która mnie rozumiała.

14 maja 2011

I know that starting over is not what life’s all about. But my thoughts were so loud, I couldn’t hear my mouth.

3 maja 2011

but faith was looking the other way

jedyny stan, w którym teraz bym chciała być, to ten sprzed kilku dni, kiedy byłam w pociągu, potem spałam w nie swoim łóżku, czułam się obca chodząc po ulicach miasta ł. i za każdym razem, gdy mijałam jakieś skrzyżowanie próbowałam znaleźć koniec ulicy na horyzoncie, albo chociaż policzyć światła innych skrzyżowań, które udało mi się przez ten moment zauważyć.

to taki stan, kiedy zostawia się wszystkie sprawy w tamtym, swoim mieście i przebywa się w innym z czystym umysłem. widzę teraz dokładnie jak bardzo potrzebuję zmiany miejsca zamieszkania, wyprowadzenia się gdzieś indziej i zaczęcia wszystkiego z pustym kontem. jeśli to w ogóle jest możliwe. jeśli nie, to zostają mi tylko takie kilkudniowe wycieczki, by odpocząć.

czuję, że najbliższy czas będzie czekaniem. i to czekaniem w tej najgorszej wersji, kiedy nie można nic za bardzo zrobić. tylko zająć się czymś, skończyć kilka spraw. i na przekór wszystkim i wszystkiemu wolałabym, żeby pogoda była właśnie taka jak dziś. chłód, deszcz i ten kawałek.

27 kwietnia 2011

to the middle of nowhere, and on you way home

zajebistość the national polega między innymi na tym, że po kilku latach odkrywa się na nowo niektóre piosenki i zakochuje się w nich, mimo, że kiedyś zupełnie się na nie nie zwracało uwagi. a może trzeba po prostu dorosnąć do pewnych tekstów, do pewnych melodii, które kiedyś w ogóle nie ruszały twojego serca, a teraz trafiają w pewną pustkę, którą idealnie wypełniają.

you know you have a permanent piece of my medium-sized american heart. (...) you can break what you have but the rest of it's mine.

lubię bardzo to uczucie bycia zupełnie obcą osobą w mieście, które odwiedzam pierwszy raz (no bo przecież kilkukrotne przejeżdżanie przez stację miasta ł. się nie liczy). i może nie nastawiam się tak jak kiedyś na każdą podróż, ale potrzebuję kilku dni pomiędzy zupełnie nieznanymi mi kamienicami, krążąc po przecinających się pod kątem prostym ulicach.

13 kwietnia 2011

I wanna be a missing person

żyję ostatnio w swojej głowie. wypadłam całkowicie z rytmu życia, małe problemy urastają do wielkich. mam problemy z koncentracją, z układaniem sensownych zdań, męczę się po przeczytaniu jednej strony. w dodatku dochodzi ten brak poczucia bezpieczeństwa, tak jakby za drzwiami stało stado potworów, od spotkania których dzielą mnie dni, a może nawet godziny.

potrzebuję mocnego wstrząśnięcia, złapania za rękę. przeżywanie tego wszystkiego w pojedynkę nie jest już na moje nerwy. najgorsze w tym jednak jest to, że przez ostatnie miesiące odwróciłam się od wszystkich, myśląc sobie, że nikogo tak naprawdę nie potrzebuję i dobrze mi samej. tak, to był błąd.

wciąż się łapię na tym, że nie pamiętam ile mam lat. 23 wydaje mi się być taką sporą liczbą. zatrzymałam się w którymś momencie i w ogóle nie czuję, że staję się poważniejsza, doroślejsza. to jeszcze bardziej potęguję słuchanie pewnej dwójki ludzi w moim wieku w pociągu z miasta w. do domu. podobnie jak ja, dwudziestoparoletni, tacy poważni, ogarnięci, czułam się przy nich jakbym miała wciąż piętnaście.

może trzeba to tylko przetrzymać, nie poddać, to niby tylko przesilenie wiosenne.

31 marca 2011

we've been talking so long that we've lost just who we are

jest muzyka, która sprawia, że jest mi smutno, jest muzyka, która poprawia mi się humor. jest też muzyka, która brzmi jak seks. gdy słucham mirrorwriting mam wrażenie, że swoimi ramionami otacza mnie jamie i śpiewa wszystkie piosenki wprost do ucha. ostatni raz, kiedy tak się czułam było rok temu, kiedy the xx zadebiutowali.

listy pomagają. robię ich dużo: na dziś, na jutro, na miesiąc. wykreślam po kolei podpunkty, sprawia mi to przyjemność. widzę dokładnie, że coś idzie do przodu, że nie stoję w miejscu.

jeszcze inną przyjemność sprawia mi robienie zdjęć. powoli zenit staje się przedłużeniem mojego oka i umysłu. niekiedy łapię się na tym, że patrze na świat i szukam kadrów, ujęć, które mogłabym w tym momencie zrobić.

21 marca 2011

seems that I have been held in some dreaming state

nie pamiętam, kiedy ostatni raz gdzieś wyszłam, tak dla zabawy, dla towarzystwa. zamykam się trochę. cały czas mam w głowie te wszystkie ważne sprawy, z którymi muszę wyrobić się do czerwca. mam już swoją stałą i ulubioną szafkę w bibliotece śląskiej, a pracownicy jednej z czytelń rozpoznają mnie już z imienia i nazwiska. w głowie powoli tworzę listy tego, co chcę osiągnąć, po części zainspirowana m. i zastanawiam się nad tym dlaczego tak bardzo boję się to wszystko spisać. może wtedy wszystko by się naprawdę urzeczywistniło i nie mogłabym już tak łatwo od tego uciec.

cierpliwość, pokora, skromność. moje trzy ulubione cechy u ludzi, uczę się ich tak jakby na nowo, wiem, że jest z nimi o wiele łatwiej.

dwa lata, tak, tyle sobie dajemy.