12 lipca 2013

My Ma

Chcę z powrotem do Pragi. Chcę z powrotem do Gdyni na Open'era. Chodzę pięć dni w tygodniu do pracy, siódma do piętnastej, a w głowie tylko myśli z poprzednich tripów i myśli dotyczące tych następnym. Piosenki, które do końca życia będą się kojarzyć. Mimo, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej to nie potrafię usiedzieć. Oglądam ładne zdjęcia ze stolic, w których mnie jeszcze nie było. Liczę pieniądzę, patrzę ile mi jeszcze urlopu zostało, jak rozplanować przyszłoroczne 26 dni.

Cieszę się, że mam tę pracę. Jakakolwiek jest, ze swoimi plusami, kiedy szefowa nazywa mnie przodownikiem pracy, a koleżanka mówi, żebym przystopowała, z minusami, które teraz są uśpione, a które pewnie się pojawią - ale co tam, tyle już przeszłam.

Tylko czasem nachodzi taka refleksja co dalej. Przecież tak nie będzie zawsze. Przyjdzie czas, kiedy wykruszymy się, kiedy nie będzie się nam już chciało. Kiedy odległość między Main Stage a Tent Stage będzie za duża. Nie chcę tego.

14 kwietnia 2013

New summer

Przebieram nogami, odliczam dni do wyjazdu do Pragi, do Open'era, na którego dostałam urlop. Chowam zimowy płaszcz. Chowam i pakuję wszystko. Ta przeprowadzka i wiosna to bardzo dobry czas by coś zacząć od nowa. Nowe pomieszczenia, nowe meble. Idzie lepsze, tak czuję.


28 marca 2013

I'm gonna work it out

Ostatnio jak przechodzę przez ulicę to zastanawiam się jakby to było, gdyby mnie nagle przejechał samochód. Albo myślę co by było, jakbym przyszła do domu i nagle się okazało, że któryś z moich rodziców nie żyje. Nie mam zielonego pojęcia skąd we mnie tyle paranoi. To nie są czarne myśli nawet. To przerażająca ciekawość.

Wracam w czytaniu do klasyki. Równocześnie pochłaniam pierwszy tom dzienników Susan Sontag zapisując wszystkie tytuły książek, które ją fascynowały. 

Czuję się o wiele pewniej i mam mniej wyrzutów sumienia, od kiedy rozpisałam sobie budżet. Planowanie wydatków: level hardkor. Inaczej się oszczędza, kiedy ma się realne i osiągalne cele. Ten rok to trzy projekty. Jeden jest już na finiszu.

('Cause time won't work it out for you)

13 marca 2013

Hummingbird

20 eurocentów, bilety na autobus w Bratysławie w kieszeni płaszcza, Berlin WelcomeCard w portfelu. Świadomość, że możemy jechać na koncert za granicę, a nie na koniec Polski. Świadomość tylu potencjalnych tripów w najbliższych miesiącach, latach. I maj. Tak bardzo chcę już maj.

Mam nadzieję, że te wszystkie przeciwności, kłody pod nogami, toksyczni ludzie, że to wszystko tak mnie uodporni na samym początku mojego dorosłego życia, że już nigdy nic mnie nie złamie. (Oprócz śmierci rodziców, bo to pewnie ledwo przeżyję).

7 lutego 2013

ÜBerlin

Pamiętam, że stałam na balkonie i paliłam papierosa. Słychać było ciągle odgłosy fajerwerków, dobiegała z mieszkania muzyka. Myślałam sobie, że koniec roku i początek następnego tak naprawdę nic nie zmienia. To tylko symboliczne przejście. Nie można się zmienić w ciągu jednej nocy. 

Ale można to zrobić w ciągu kilku dni, w ciągu tygodnia, po podjęciu kilku decyzji. Tak bardzo się myliłam co do siebie. Myślałam, że pozostanę zawsze taka, ale nie. Coś się poprzemieszczało w głowie. Priorytety się zmieniły. Przybyło rozmów o farbach, panelach, kafelkach, pieniądzach, kredytach. Mniej siedzę na reddicie, więcej na stronie Ikei.

I może się to wydać tylko powierzchowne, że jak ten cały remont się skończy to wróci moje inne rozumowanie. Myślę jednak, że coś straciłam bezpowrotnie z początkiem tego roku. Śmieję się z moich zachowań perfekcyjnej pani domu, śmieję się, gdy wolę kupić lampę do nowego pokoju niż jechać na jakiś koncert. Wiem, że dalej będę przeglądać memy, oglądać koty i jeże na yt - to się raczej nie zmieni. Ale czuję się jednak zdecydowanie inaczej. Przytłacza mnie ta odpowiedzialność, ale wiem, że dam sobie radę. Rzuciłam palenie.

Odkryłam nowy sposób na uspokojenie. Kiedyś było to oglądanie programów kulinarnych i mistrzostw w snookerze, ostatnio ten teledysk na 1080p i full screen.

23 grudnia 2012

Out of Touch

Gdy myślę o mijającym roku nie widzę tygodni, miesięcy, widzę tylko fragmenty, które zawierają w sobie oczekiwanie na kolejne zdarzenie. Mam wrażenie, że czas istnieje dla mnie w trochę inny sposób niż taki jak w kalendarzu. Odmierzam go wydarzeniami. Od jednego wyjazdu do następnego, od koncertu do koncertu, od festiwalu do festiwalu. 

Myślę też o tych wszystkich słowach i gestach, które chciałam wypowiedzieć. O powiedzeniu komuś, że go lubię (tak często zapominam albo boję się to powiedzieć). O chwyceniu kogoś za rękę w tej jednej chwili, kiedy stałam tam i kiedy miałam na to ogromną ochotę.

(Za bardzo przejmuję się tym, co inni pomyślą, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę ja chcę.)

Znajduję na lodówce przypinkę, którą dostałam na koncercie Godspeed You! Black Emperor prawie dwa lata temu. Chowam ją głęboko w kieszeni.

4 grudnia 2012

You wanna know me, well, what's to know?

Moja wyobraźnia jest zarazem moim największym sprzymierzeńcem i wrogiem. Nie wiem, co gorsze. Myślę, że jestem już za stara na pewne zachowania, ale najwidoczniej, z niektórych rzeczy się nie wyrasta. Albo po prostu taką mam naturę.

Dawno nie czułam tak bardzo poddenerwowana. Moje ręce cały czas wędrują do torebki, żeby wyciągnąć papierosy, które już nie smakują tak jak kiedyś. Nawet na mrozie.