Dziewiąty dzień urlopu. Budząc się rano nie wiem który jest dokładnie dzień. Jestem tak wypoczęta, że w nocy nie śpię, zasypiam gdzieś nad ranem. Ostatni raz tak się czułam jakieś dwa lata temu pod skończeniu studiów.
Szkoda tylko, że nie potrafię przestać myśleć o pracy, o tym co mnie zastanie na biurku jak wrócę po Świętach. Wiem tylko tyle, że kolejna toksyczna osoba w moim życiu znika na zawsze. Uff.
Robię w głowie podsumowanie tego roku. Było dobrze. Przeprowadzka. Trzy tripy za granicę: Bratysława, Praga, Wiedeń. Cztery festiwale: Open'er, Off, Tauron i Selector. Depeche Mode jako kolejny do skreślenia zespół do zobaczenia na żywo przed śmiercią.
Muzycznie: Jon Hopkins, Arctic Monkeys, The National, Julianna Barwick, Forest Swords, Moderat, Chelsea Wolfe, Autre Ne Veut, Local Natives, Yo La Tengo.
Seriale: Homeland, Good Wife, House of Cards, Breaking Bad, Hannibal.
Filmy: Labirynt, Iluzja, Stoker, Blue Jasmine, Bling Ring, Przed Północą (tak mało nowy filmów widziałam w tym roku).
Książki: przeczytałam wszystkie powieści z Kurtem Wallanderem i milion innych kryminałów; na nowo odkryłam Doris Lessing.
Nie panowałam za bardzo nad finansami (choć i tak sukces, że udało mi się tyle zobaczyć i jeszcze na sam koniec trochę zaoszczędzić), nad tym jak wyglądam - więc te same punkty, co rok temu przechodzą na listę (haha) postanowień noworocznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz