17 sierpnia 2013

All These Things

Pozbywam się całkowicie złudzeń. 

Znalazłam ostatnio Someecards, które mówiło o posiadaniu 99 problemów, a 86 z nich to urojone, które tworzysz sobie w głowie. Tak bardzo to znam.

Śnią mi się same wypadki w bardzo realistyczny sposób. Najbardziej pamiętam moment, kiedy samolot zaczyna spadać i widzę jak zatapiamy się w morzu.

11 sierpnia 2013

I fall down like a tonne of bricks, what makes me sick won't make me quit

Czuję się jakbym dryfowała na morzu i że powoli zaczyna mnie wciągać gdzieś głęboko w stronę dna. Wiedziałam, że tak dobrze jak było nie będzie trwać wiecznie i prędzej czy później przyjdzie ten czas, kiedy trzeba się trochę posmucić, trochę poleżeć na łóżku patrząc się w sufit. Mówię sobie, że to wszystko przetrzymam, bo miewałam bardzo podobne tygodnie, jednak perspektywa tego mnie trochę przeraża, trochę paraliżuje. 

Choć jest dopiero sierpień nie potrafię odejść od myśli, że lato się kończy i idzie jesień, która w tym roku będzie czasem oszczędzania i zaszycia się w domu, by spełnić w przyszłym roku kolejne marzenia.

Znalazłam płytę, która wstrzeliła się idealnie w mój nastrój. Trochę repeat milion.

Ignorance is bliss. Niby lepiej jest znać prawdę, ale ona potrafi też bardzo urazić, a świadomość, że ktoś kłamał tylko po to, by nie ranić jest jeszcze gorsza.

12 lipca 2013

My Ma

Chcę z powrotem do Pragi. Chcę z powrotem do Gdyni na Open'era. Chodzę pięć dni w tygodniu do pracy, siódma do piętnastej, a w głowie tylko myśli z poprzednich tripów i myśli dotyczące tych następnym. Piosenki, które do końca życia będą się kojarzyć. Mimo, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej to nie potrafię usiedzieć. Oglądam ładne zdjęcia ze stolic, w których mnie jeszcze nie było. Liczę pieniądzę, patrzę ile mi jeszcze urlopu zostało, jak rozplanować przyszłoroczne 26 dni.

Cieszę się, że mam tę pracę. Jakakolwiek jest, ze swoimi plusami, kiedy szefowa nazywa mnie przodownikiem pracy, a koleżanka mówi, żebym przystopowała, z minusami, które teraz są uśpione, a które pewnie się pojawią - ale co tam, tyle już przeszłam.

Tylko czasem nachodzi taka refleksja co dalej. Przecież tak nie będzie zawsze. Przyjdzie czas, kiedy wykruszymy się, kiedy nie będzie się nam już chciało. Kiedy odległość między Main Stage a Tent Stage będzie za duża. Nie chcę tego.

14 kwietnia 2013

New summer

Przebieram nogami, odliczam dni do wyjazdu do Pragi, do Open'era, na którego dostałam urlop. Chowam zimowy płaszcz. Chowam i pakuję wszystko. Ta przeprowadzka i wiosna to bardzo dobry czas by coś zacząć od nowa. Nowe pomieszczenia, nowe meble. Idzie lepsze, tak czuję.


28 marca 2013

I'm gonna work it out

Ostatnio jak przechodzę przez ulicę to zastanawiam się jakby to było, gdyby mnie nagle przejechał samochód. Albo myślę co by było, jakbym przyszła do domu i nagle się okazało, że któryś z moich rodziców nie żyje. Nie mam zielonego pojęcia skąd we mnie tyle paranoi. To nie są czarne myśli nawet. To przerażająca ciekawość.

Wracam w czytaniu do klasyki. Równocześnie pochłaniam pierwszy tom dzienników Susan Sontag zapisując wszystkie tytuły książek, które ją fascynowały. 

Czuję się o wiele pewniej i mam mniej wyrzutów sumienia, od kiedy rozpisałam sobie budżet. Planowanie wydatków: level hardkor. Inaczej się oszczędza, kiedy ma się realne i osiągalne cele. Ten rok to trzy projekty. Jeden jest już na finiszu.

('Cause time won't work it out for you)

13 marca 2013

Hummingbird

20 eurocentów, bilety na autobus w Bratysławie w kieszeni płaszcza, Berlin WelcomeCard w portfelu. Świadomość, że możemy jechać na koncert za granicę, a nie na koniec Polski. Świadomość tylu potencjalnych tripów w najbliższych miesiącach, latach. I maj. Tak bardzo chcę już maj.

Mam nadzieję, że te wszystkie przeciwności, kłody pod nogami, toksyczni ludzie, że to wszystko tak mnie uodporni na samym początku mojego dorosłego życia, że już nigdy nic mnie nie złamie. (Oprócz śmierci rodziców, bo to pewnie ledwo przeżyję).

7 lutego 2013

ÜBerlin

Pamiętam, że stałam na balkonie i paliłam papierosa. Słychać było ciągle odgłosy fajerwerków, dobiegała z mieszkania muzyka. Myślałam sobie, że koniec roku i początek następnego tak naprawdę nic nie zmienia. To tylko symboliczne przejście. Nie można się zmienić w ciągu jednej nocy. 

Ale można to zrobić w ciągu kilku dni, w ciągu tygodnia, po podjęciu kilku decyzji. Tak bardzo się myliłam co do siebie. Myślałam, że pozostanę zawsze taka, ale nie. Coś się poprzemieszczało w głowie. Priorytety się zmieniły. Przybyło rozmów o farbach, panelach, kafelkach, pieniądzach, kredytach. Mniej siedzę na reddicie, więcej na stronie Ikei.

I może się to wydać tylko powierzchowne, że jak ten cały remont się skończy to wróci moje inne rozumowanie. Myślę jednak, że coś straciłam bezpowrotnie z początkiem tego roku. Śmieję się z moich zachowań perfekcyjnej pani domu, śmieję się, gdy wolę kupić lampę do nowego pokoju niż jechać na jakiś koncert. Wiem, że dalej będę przeglądać memy, oglądać koty i jeże na yt - to się raczej nie zmieni. Ale czuję się jednak zdecydowanie inaczej. Przytłacza mnie ta odpowiedzialność, ale wiem, że dam sobie radę. Rzuciłam palenie.

Odkryłam nowy sposób na uspokojenie. Kiedyś było to oglądanie programów kulinarnych i mistrzostw w snookerze, ostatnio ten teledysk na 1080p i full screen.