Nie palę od jakichś dwóch tygodni. No, może trafiła się jedna, kiedy jednego wieczoru nie umiałam sobie poradzić z uczuciem zdenerwowania i wkurwienia. Nie pomogło. Piję za to więcej kawy, śmieję się bardziej nerwowo, udając, że wszystko jest ok.
W głowie często mam mnóstwo wulgarnych słów, niedopowiedzeń, które wolę zostawić, by mieć święty spokój.
Zasypiam w piątek o 22 po wypiciu dwóch piw. Tak bardzo przegrywam wtedy życie, tak bardzo.