18 lutego 2010

and the pain that we left at the station will stay in a jar behind us

zdarzają się jeszcze momenty, kiedy jestem zadowolona z siebie. gdy widzę dokładnie tę ścieżkę, którą chcę iść, a wszystko wydaje się jasne i klarowne. poukładane. tak bardzo nie lubię tracić kontroli nad swoim życiem. szkoda, że takie dni jak te przytrafiają się bardzo rzadko.

już za kilka dni będę stać na lotnisku i czuć się jak w tych wszystkich filmach, które do tej pory obejrzałam. samoloty i terminale kojarzą mi się, nie wiem w sumie dlaczego, z obrazem lost in translation.

yeasayer - 2080
(ich koncert w czwartek, 25 lutego w klubie the thekla w bristolu)

12 lutego 2010

be here now

to są te momenty w życiu, kiedy wolę być gdzie indziej. w zadymionym pubie, paląc papierosa, pijąc kawę, piwo, wino, obojętnie co, słuchając jazzu. znam takie jedno miejsce tutaj. mam ochotę chwycić za telefon, zadzwonić do m. i wyciągnąć go wreszcie na obiecaną od pół roku fajkę.

moje życie przypomina teraz kilka kadrów, kilka scen z filmu, kiedy to nie ma żadnych dialogów, jest tylko muzyka, a główna bohaterka jest pokazywana na tle pewnych codziennych, monotonnych wydarzeń, pewnego czekania na coś. piosenką w tle może być to.

10 lutego 2010

i see signs now all the time, that you're not dead, you're sleeping

jej dom zawsze pachniał suszonymi owocami i grzybami. zawsze miała jakieś łakocie pochowane po szafkach, które potem znajdywaliśmy z bratem. każde wakacje, każde święta, zawsze u niej. teraz mam wrażenie, że już nigdy tam nie wrócę. że pewien etap w życiu, a może i nawet połowa mojego życia zniknęła. została spakowana do kartonowych pudełek i zakopana głęboko pod ziemię.

wszystkie tamtejsze leniwe słoneczne niedziele, wszystkie noce z błyskawicami i grzmotami. smaki malin, jeżyn, gruszek, porzeczek. zdarte kolana, skoki do jeziora. nawet potajemne palenie papierosów za ośrodkiem zdrowia. wszystko w pudełkach pod ziemią.

to takie trochę spodziewane zdarzenia, choć tak naprawdę niespodziewane, bo zawsze w pewien sposób odwlekamy, nie wierzymy w nie. myślimy, że niektóre osoby są nieśmiertelne.

bloc party - signs

2 lutego 2010

i don't want to sleep alone

przez jedną piosenkę w radiu, a usłyszaną dzięki novice w audycji prywatna kolekcja na trójce, przypominam sobie tą ciepłą ostatnią noc na open'erze 08. koncert oszibarack w namiocie tuż przed massive attack. tęsknię wciąż za gdynią, za ciepłem w powietrzu, na skórze, za słońcem, za morzem, za wszystkimi ludźmi, z którymi mam mnóstwo bardzo miłych wspomnień. równocześnie wiem, że już tak nie będzie, nie powtórzą się już te dni. klimat będzie już inny, zespoły nie te.

i my będziemy też inni.

bardzo szybko odzyskuję równowagę. myślę, że dorastam, wreszcie radzę sobie z pewnymi uczuciami i emocjami. potrafię podejść do sprawy w miarę obiektywnie i bez niepotrzebnego dramatyzmu, którego jest we mnie coraz mniej.

moja torebka jest ciężka od przewodników po anglii.