31 maja 2010

here again, don't give yourself away

nie jestem teraz w stanie dać komukolwiek więcej niż przyjaźń. choć to i tak dla mnie bardzo wielkie słowo i ogromna zawartość. w pewnym sensie zawsze byłam samotnikiem, który od czasu do czasu potrzebuje kontaktu z osobami, które rozumieją.

jestem teraz w takim punkcie, że nie potrafię z kimkolwiek stworzyć zdrowej relacji. jestem emocjonalnie pusta. nikt nie jest w stanie w tej chwili sprawić, żebym poczuła cokolwiek związanego z miłością. (już nawet to słowo brzmi dla mnie śmiesznie).

jedyną przyjemnością jest dla mnie selector, który już w ten piątek.

29 maja 2010

sorry, i had a secret meeting in the basement of my brain

jest to dla mnie naprawdę trudna sytuacja. czasem myślę, że z pewnymi osobami powinno się zrywać całkowicie kontakt, nie wracać, bo od tego robi się tylko chaos. nawet nie wiem jak mogę niektóre zachowania nazwać, jak je rozgryźć. niczego w tym momencie nie jestem pewna, choć wiem na pewno czego nie chcę.

nie lubię ranić innych osób. mam wrażenie, że czuję się wtedy jeszcze gorzej niż ta druga strona.

chyba się już przyzwyczaiłam do tego jak się czuję. i coraz mniej rzeczy ma dla mnie znaczenie, na coraz więcej rzeczy mam naprawdę wyjebane.

placebo - leni

23 maja 2010

i had a dream that i died

czasami czuję się jakbym grała drugoplanową rolę w jakimś jebanym melodramacie klasy b., w połowie którego widzowie wychodzą z kina, bo nic się nie dzieje, a jak już coś się zacznie dziać to jest to do bólu przewidywalne.

nie wydarza się nic, co mogłoby z oczywistych względów sprawiać, że tak się czuję. nic się nie zmienia, wciąż gapię się w tą samą ścianę. wszyscy rozumieją jak się czuję, ale co z tego, jeśli to rozumienie w niczym mi nie pomaga. w sumie, to nawet nie wiem, co mogłoby pomóc.

to uczucie nie opuszcza mnie od kilku dni.

przyszły piątek, ja, on sprzed roku, kawiarnia i przegląd filmów francuskich. nie nazywam tego spotkania w żaden sposób. nic w stylu spotkanie z duchem z przeszłości, próba udowodnienia sobie czegoś. nic z tych rzeczy. zostawiam wykropkowane pole puste.

beach house - beach house

17 maja 2010

some girls are bigger than others

palimy zawsze na schodach wejściowych uczelni, na której pracuje. jest zimno, pada deszcz. pierwszy raz od nie pamiętam kiedy nie mam ochoty wracać do domu. wolę zostać w środku, w cieple. ale kilka godzin później stoję pod parasolem, który i tak nie ochrania mnie przed zacinającym ze wszystkich stron deszczem. na przystanku spotykam pewnego chłopaka kolejną sobotę z rzędu.

śpię po kilkanaście godzin dalej czując się niewyspaną. piję kilka kaw dziennie dalej czując senność. od papierosów pozostaje nieprzyjemny smak w ustach.

to już stało się tradycją. za ostatnie pieniądze kupuję paczkę fajek.

jest tyle spraw do zrobienia, ale wolałabym zostać w łóżku.

6 maja 2010

with all your lies, you're still very lovable

czasem mam takie myśli, żeby wypłacić wszystkie pieniądze jakie mam na koncie, kupić bilet na samolot do któregoś z większych miast europy, nie wiem, może do londynu, o który wciąż myślę, może do ciepłej barcelony. zresztą miejsce tak naprawdę nie ma znaczenia. zaczęłabym wszystko od nowa, od zera.

czasami tak bardzo chciałabym stać się kimś zupełnie innym, w zupełnie innym miejscu. nie wiem z czego to dokładnie wynika, bo nie mam akurat w tym momencie większych problemów z niczym i co najważniejsze z nikim.

dworce kolejowe i lotniska są dla mnie niesamowicie magiczne. nie umiem tego wyjaśnić, ale gdybym mogła to cały czas byłabym w podróży. i wątpię, czy kiedykolwiek by mi się to znudziło.

2 maja 2010

i lost my mind a long time ago

nie pojechałam tam. nie mogłabym znieść jej nieobecności, ciszy sprawiającej ból. z pewnością wmawiałabym sobie, że gdzieś wyszła, albo jest nadal w szpitalu, albo zaraz wróci z ogródka. nie dało się jednak bezboleśnie tego wszystkiego ominąć, bo wróciły pewne przedmioty, które były tam od zawsze, a teraz zawisną, schowają się w szafkach u nas. to naprawdę dziwne uczucie, patrzeć na niektóre rzeczy, które permanentnie wiążą się z tamtym domem, a które teraz leżą na stole w kuchni.

niedobrze mi się robi od tych wszystkich spadkowych kłótni.