29 września 2010

cold wind blowing

wiele razy wyobrażałam sobie ten moment, kiedy znajdę się na piątym roku studiów. byłam przekonana, że wiele spraw w moim życiu będzie już ogarniętych, że będę z kimś podejmować ważne decyzje, snuć plany.

so here i am: nieogarnięta, z jakimś tam planem, a zarazem pustką w głowie i ciągłym zadawaniem siebie pytania co dalej. przestałam już wierzyć w swoje uspokajania w stylu jakoś to będzie & wszystko się kiedyś ułoży. jeszcze niedawno pomagało. ale to kiedyś jest właśnie teraz. i sprawa robi się poważna.

nie czuję się rozczarowana sobą, ale nie potrafię uwierzyć, że czas tak szybko płynie, a ja nadal nie mam odpowiedzi na najważniejsze pytania.

25 września 2010

some things will stand, some things will fall with morning and i’ll be okay

są osoby, z którymi nie chciałabym zerwać kontaktu, jednak dzieje się to samoczynnie. trochę z mojej winy, trochę z ich. chciałabym się odezwać, powiedzieć wszystko, a zarazem nic. albo żeby po prostu wiedzieli, że gdzieś tam jestem i nigdy nie zniknę z ich życia. nawet jeśli przebywanie w ich towarzystwie przypomina mi wiele złych chwil.
(a to wszystko to kłamstwo, bo tak naprawdę nic nie mija - choćbyś nie wiem jak bardzo starała się zamaskować przeszłość, zawsze będzie ciemnieć od spodu, przez skórę lat, jak siny wylew...) (oksana zabużko - siostro, siostro)
wracam do tych wszystkich ciepłych i smutnych brzmień, do cieplejszych swetrów, butów. wczorajsza pogoda sprawiła, że wreszcie polubiłam jesień.

20 września 2010

and i just watch you slip away

chciałabym, aby każdy weekend tak wyglądał. dobry koncert, na którym ma się ciarki na całym ciele, nocne wędrówki po mieście k., kino na drugi dzień, aparat w torebce. życie jednak w taki sposób przejawia się bardzo rzadko, woli raczej komplikować ludziom sprawy. coraz bardziej zaczynam w nie wątpić.

the national - about today (live @ the white session)


(today you were far away
and i didn't ask you why
what could i say
i was far away
you just walked away
and i just watched you
what could i say.

how close am i to losing you.)

8 września 2010

and i know i’m dead on the surface but i am screaming underneath

tworzę w głowie listę 10 najważniejszych płyt w moim życiu. żadna z nich nie została wydana w przeciągu ostatnich trzech lat. tak jakby nie wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nic ważnego w muzyce dla mnie. albo ważne stają się dla mnie płyty, które są ze mną od dobrych kilku lat i niosą ze sobą ładunek wspomnień i emocji. i tych dobrych i tych złych. nie wiem, może kiedyś to rozkminię.

udało mi się ostatnio przez przypadek spojrzeć na zegarek i zobaczyć 11:11. pomyślałam życzenie. mam nadzieję, że się spełni.

6 września 2010

almost there

jeszcze niedawno witałam lato, a teraz zostały mi już tylko nieopalone ślady na prawej ręce. kolejne opaski powędrowały do pudełka, w którym zbieram wszystkie moje ważne skrawki. skrawki życia. kilka lat zamkniętych w kartonowym pudełku. pewnie nigdy nie będę w stanie tego wyrzucić. bilety z koncertów, bezpłatne mapy z punktów informacji turystycznej, pocztówki.

znów czuję w sobie ten niepokój. uciekam w książki i w filmy. jak najdalej.
music is total constant. that's why we have such a strong visceral connection to it, you know? because a song can take you back instantly to a moment, or a place, or even a person. no matter what else has changed in you or the world, that one song stays the same, just like that moment. (sarah dessen)
w pewnym sensie znalazłam jakąś stałą.

the album leaf - tied knots

3 września 2010

you call me one more time but now i must be leaving

mam pewien plan. dobrze, że chociaż to.

czekam na dzień, w którym nikt nie będzie wchodzić do mojego pokoju, kiedy potrzebuję być zupełnie sama. zdaję sobie sprawę z tego, że mogę kiedyś żałować tych słów, ale w tym momencie jedyne czego chcę to odrobiny prywatności, odrobiny samotności.

włączam trochę zapomniany przeze mnie album scarlet's walk i dochodzę do wniosku, że jest to moja ulubiona płyta tori.

szukam jakiejś stałej, czegoś, co zawsze będzie i nigdy się nie zmieni.