15 stycznia 2011

bored girls and sad boys, dull roads to anywhere.

ten dzień przypomina mi jakieś inne dni, ale dokładnie nie wiem które. trochę te z pobytu w uk (może to przez tą mżawkę), trochę te niespokojne sprzed kilku lat, kiedy wsiadałam ze ściśniętym żołądkiem do autobus, by się z kimś spotkać.

styczeń to najgorszy miesiąc w roku. i tu nie chodzi nawet o sesję, ale o próbę ogarnięcia się po świętach i sylwestrze, o tę dziwna presję zrobienia sobie w głowie pewnego planu na najbliższe miesiące. i może też o coś innego, ale przyrzekłam sobie, że już tego rozstrząsać nie będę.

myślę o różnych poważnych rzeczach. coś się we mnie odblokowało, sama się dziwie jak to się stało. choć nadal czuję paniczny lęk przed tym, co zacznie się dziać za kilka miesięcy.

6 komentarzy:

  1. A co się będzie dziać? Dorosłe życie?

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedyś musi nastąpić, a Ty musisz je skonfrontować, na Twoim miejscu próbowałabym przyjąć nieuchronne spokojnie, bo to nieuchronne, jak fatum, i próbowała się przygotować tak, żeby jak najlepiej stawić mu czoła.

    OdpowiedzUsuń
  3. ej nie no. bo czuję się winny, że o tym gadaliśmy a teraz będziesz "roztrząsać" ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Soniu, jako wierna czytelniczka Twoich blogów czuję się w obowiązku przesłania Ci linka do tej piosenki: http://www.youtube.com/watch?v=aFUzvbkEvRk Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. @M. nie czuj się w żaden sposób winny!

    OdpowiedzUsuń