20 września 2010

and i just watch you slip away

chciałabym, aby każdy weekend tak wyglądał. dobry koncert, na którym ma się ciarki na całym ciele, nocne wędrówki po mieście k., kino na drugi dzień, aparat w torebce. życie jednak w taki sposób przejawia się bardzo rzadko, woli raczej komplikować ludziom sprawy. coraz bardziej zaczynam w nie wątpić.

the national - about today (live @ the white session)


(today you were far away
and i didn't ask you why
what could i say
i was far away
you just walked away
and i just watched you
what could i say.

how close am i to losing you.)

8 września 2010

and i know i’m dead on the surface but i am screaming underneath

tworzę w głowie listę 10 najważniejszych płyt w moim życiu. żadna z nich nie została wydana w przeciągu ostatnich trzech lat. tak jakby nie wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nic ważnego w muzyce dla mnie. albo ważne stają się dla mnie płyty, które są ze mną od dobrych kilku lat i niosą ze sobą ładunek wspomnień i emocji. i tych dobrych i tych złych. nie wiem, może kiedyś to rozkminię.

udało mi się ostatnio przez przypadek spojrzeć na zegarek i zobaczyć 11:11. pomyślałam życzenie. mam nadzieję, że się spełni.

6 września 2010

almost there

jeszcze niedawno witałam lato, a teraz zostały mi już tylko nieopalone ślady na prawej ręce. kolejne opaski powędrowały do pudełka, w którym zbieram wszystkie moje ważne skrawki. skrawki życia. kilka lat zamkniętych w kartonowym pudełku. pewnie nigdy nie będę w stanie tego wyrzucić. bilety z koncertów, bezpłatne mapy z punktów informacji turystycznej, pocztówki.

znów czuję w sobie ten niepokój. uciekam w książki i w filmy. jak najdalej.
music is total constant. that's why we have such a strong visceral connection to it, you know? because a song can take you back instantly to a moment, or a place, or even a person. no matter what else has changed in you or the world, that one song stays the same, just like that moment. (sarah dessen)
w pewnym sensie znalazłam jakąś stałą.

the album leaf - tied knots

3 września 2010

you call me one more time but now i must be leaving

mam pewien plan. dobrze, że chociaż to.

czekam na dzień, w którym nikt nie będzie wchodzić do mojego pokoju, kiedy potrzebuję być zupełnie sama. zdaję sobie sprawę z tego, że mogę kiedyś żałować tych słów, ale w tym momencie jedyne czego chcę to odrobiny prywatności, odrobiny samotności.

włączam trochę zapomniany przeze mnie album scarlet's walk i dochodzę do wniosku, że jest to moja ulubiona płyta tori.

szukam jakiejś stałej, czegoś, co zawsze będzie i nigdy się nie zmieni.

31 sierpnia 2010

there's nothing to do, but i don't mind when i'm with you

wczesna godzina, pędzący pociąg, za oknem ulewa, książka na kolanach, suburban war w słuchawkach. the suburbs arcade fire okazuje się idealną płytą w podróży, ale także najważniejszym albumem tego lata.

lato odeszło na dobre, czas na ciepłe skarpetki i za duże bluzy z kapturami.

13 sierpnia 2010

leaving, letting go

dawno nie czułam się tak bezradna, tak bardzo uwięziona. mam wrażenie, że gdybym się zapomniała to przestałabym oddychać. a to przecież klucz do sukcesu, by to wszystko przetrzymać. wierzę w to, że ten stan jest chwilowy, że będzie kiedyś więcej powietrza, większa łatwość oddychania.

jest środek lata a ja wracam do muzyki, którą zwykle słucham w zimie. chyba jestem już gotowa na koniec lata.

10 sierpnia 2010

heart skipped a beat

prawie zapomniałam jak coś takiego smakuje. miałam to przez chwilę, ale to już nieważne. trzeba się ogarnąć.

off okazał się najlepszym festiwalem w tym roku. mogę go porównać do tego, co się działo na open'erze 08. może to ta nowość, zupełnie nowy teren, inne sceny, inne obrazki, inna muzyka.

koncert the flaming lips chyba najlepszy i jak to stereoboy dobrze ujął wielkie szczęście i jakaś niezwykła energia. tak, to było przepiękne. trochę więcej tu.

the flaming lips - do you realize??