3 września 2010

you call me one more time but now i must be leaving

mam pewien plan. dobrze, że chociaż to.

czekam na dzień, w którym nikt nie będzie wchodzić do mojego pokoju, kiedy potrzebuję być zupełnie sama. zdaję sobie sprawę z tego, że mogę kiedyś żałować tych słów, ale w tym momencie jedyne czego chcę to odrobiny prywatności, odrobiny samotności.

włączam trochę zapomniany przeze mnie album scarlet's walk i dochodzę do wniosku, że jest to moja ulubiona płyta tori.

szukam jakiejś stałej, czegoś, co zawsze będzie i nigdy się nie zmieni.

31 sierpnia 2010

there's nothing to do, but i don't mind when i'm with you

wczesna godzina, pędzący pociąg, za oknem ulewa, książka na kolanach, suburban war w słuchawkach. the suburbs arcade fire okazuje się idealną płytą w podróży, ale także najważniejszym albumem tego lata.

lato odeszło na dobre, czas na ciepłe skarpetki i za duże bluzy z kapturami.

13 sierpnia 2010

leaving, letting go

dawno nie czułam się tak bezradna, tak bardzo uwięziona. mam wrażenie, że gdybym się zapomniała to przestałabym oddychać. a to przecież klucz do sukcesu, by to wszystko przetrzymać. wierzę w to, że ten stan jest chwilowy, że będzie kiedyś więcej powietrza, większa łatwość oddychania.

jest środek lata a ja wracam do muzyki, którą zwykle słucham w zimie. chyba jestem już gotowa na koniec lata.

10 sierpnia 2010

heart skipped a beat

prawie zapomniałam jak coś takiego smakuje. miałam to przez chwilę, ale to już nieważne. trzeba się ogarnąć.

off okazał się najlepszym festiwalem w tym roku. mogę go porównać do tego, co się działo na open'erze 08. może to ta nowość, zupełnie nowy teren, inne sceny, inne obrazki, inna muzyka.

koncert the flaming lips chyba najlepszy i jak to stereoboy dobrze ujął wielkie szczęście i jakaś niezwykła energia. tak, to było przepiękne. trochę więcej tu.

the flaming lips - do you realize??

31 lipca 2010

you were right about the end, it didn't make a difference

czuję jak od kilku tygodni kumuluje się we mnie pewnego rodzaju złość, ale także smutek, rozczarowanie i zwątpienie. szukam sposobu by to wszystko jakoś odreagować. duszę się we własnym domu, coraz częściej i poważniej myślę o wyprowadzce.

jeśli ktoś zapukałby dziś do moich drzwi i chciał mnie zabrać do innego miasta, do innego kraju, od razu bym się zgodziła.

i have your good clothes in the car
so cut your hair so no one knows
i have your dreams and your teeth marks
and all my fingernails are painted

i'm here to take you now.

26 lipca 2010

we used to wait

moja mama wierzy w to, że każde zdarzenie poprzedzone jest serią innych zdarzeń, które dążą by to coś się stało. kiedyś też skłaniałam się do tej teorii, ale od kilku miesięcy myślę, że tak naprawdę wszystko, co się w życiu dzieje, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. przeznaczenie nie istnieje.

te wakacje są dziwne pod jednym względem: nie pojadę do k., odwiedzić babcię. dom przeszedł według testamentu na t. i prawdopodobnie już nigdy tam nie pojadę. upycham te myśli gdzieś głęboko, bo gdy tylko sobie o tym wspomnę, czuję kłucie w okolicy serca.

nocami zasypiam tylko na kilka godzin, ale mam takie sny, że wolałabym już nie zmrużyć oka i chodzić jak zombi po domu.

8 lipca 2010

everybody thinks you're on your way

kilka godzin po powrocie zaczyna mnie uwierać siedzenie w domu. nie potrafię tego stanu dokładnie wytłumaczyć, bo gdy jestem gdzieś daleko od domu to tęsknię za nim, za swoim łóżkiem, za wszystkimi przedmiotami, które mnie tutaj otaczają, ale gdy powracam czuję dyskomfort, znów planuję bardziej prawdopodobne, i te o wiele mniej, podróże do innych miast. uwielbiam to uczucie anonimowości w obcym mieście.

kilka tygodni temu myśląc o tym, co będę robić w wakacje, dawałam sobie czas. po open'erze wszystko się wyjaśni, znajdziesz jakiś pomysł, jakiś zapał do szukania pracy, czegokolwiek. prawda jest taka, że śpię do godziny 12 każdego dnia, łapię dziwnego doła pofestiwalowego i oglądam odcinki serialu, który wcale mi się nie podoba.

chew lips - karen