23 grudnia 2012

Out of Touch

Gdy myślę o mijającym roku nie widzę tygodni, miesięcy, widzę tylko fragmenty, które zawierają w sobie oczekiwanie na kolejne zdarzenie. Mam wrażenie, że czas istnieje dla mnie w trochę inny sposób niż taki jak w kalendarzu. Odmierzam go wydarzeniami. Od jednego wyjazdu do następnego, od koncertu do koncertu, od festiwalu do festiwalu. 

Myślę też o tych wszystkich słowach i gestach, które chciałam wypowiedzieć. O powiedzeniu komuś, że go lubię (tak często zapominam albo boję się to powiedzieć). O chwyceniu kogoś za rękę w tej jednej chwili, kiedy stałam tam i kiedy miałam na to ogromną ochotę.

(Za bardzo przejmuję się tym, co inni pomyślą, nie zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę ja chcę.)

Znajduję na lodówce przypinkę, którą dostałam na koncercie Godspeed You! Black Emperor prawie dwa lata temu. Chowam ją głęboko w kieszeni.

4 grudnia 2012

You wanna know me, well, what's to know?

Moja wyobraźnia jest zarazem moim największym sprzymierzeńcem i wrogiem. Nie wiem, co gorsze. Myślę, że jestem już za stara na pewne zachowania, ale najwidoczniej, z niektórych rzeczy się nie wyrasta. Albo po prostu taką mam naturę.

Dawno nie czułam tak bardzo poddenerwowana. Moje ręce cały czas wędrują do torebki, żeby wyciągnąć papierosy, które już nie smakują tak jak kiedyś. Nawet na mrozie.

25 listopada 2012

I'm glad that you are waiting with me, tell me all about your day

Mroźny i mglisty Berlin. Kilka dni, które sprawiły, że nigdy tak bardzo nie bolało mnie wszystko ze zmęczenia. Ale tego pozytywnego zmęczenia. Apetyt na podróże znów się pojawił, chyba jeszcze większy niż po Londynie. Chcę zobaczyć Pragę, Wiedeń, Budapeszt, Amsterdam, Barcelonę. Na końcu Paryż. Może kiedyś Nowy York.

I Poznań. Miasto ciągle dla mnie nowe, i które chciałabym, żeby było o wiele bliżej. Dużo rozmów, miejsc, i uczuć, które mnie zaskoczyły, i które chcę pamiętać. 

Łapię się na tym, a może to już ten czas, kiedy chcę mieć możliwość ugotowania komuś obiadu, zrobienia śniadania, bez szaleństw, za to z tą intymnością pozwalającą na o wiele więcej niż sobie wyobrażałam mając 20 lat.

Słucham w kółko tego.

22 października 2012

Doused

Szuranie liśćmi już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś. Pójście spać nie sprawia, że jak się obudzę wszystkie problemy znikają. Zaczynam się powoli czuć na swój wiek, może nawet na więcej.

Kieszenie pełne biletów z innego miasta. Ten wyjazd był dobry. Dużo ludzi, miejscówek, alkoholu, chwile kiedy nie pamiętałam o niczym, co zostawiłam tutaj. Za tydzień miasto K.

Słucham w kółko tej samej płyty.

6 października 2012

Remember Our Days

Dzień, w którym dorosłe przytłacza mnie jak w żaden inny dzień. Rodzice coś do mnie mówią, coś o mieszkaniu, kredytach, łazienkach, a ja stoję i widzę ich jakby byli za jakąś szybą. Chcę mieć cały czas dwadzieścia kilka lat, perspektywę wyjazdów, nie martwienia się o sprawy dorosłe, chcę przeznaczyć następnych kilka lat na jeżdżenie na festiwale, na wydawanie zarobionych pieniędzy na książki, bilety na koncerty, spontaniczne zakupy jednosezonowych ciuchów. Ale czuję, że to wszystko właśnie blaknie.

Nawet nie wiem, kiedy minął rok w pracy. Słucham i przypomina mi się, któryś z wielu słonecznych dni tuż po zimie.

3 października 2012

Mourning Golden Morning

Październikowe i ostre powietrze lepiej by smakowało w innym mieście, nie tu. Wsiąść do nocnego, pustego tramwaju, drzemać tuż przy swym barwnym odbiciu w zawilgoconej szybie - jechać, drzemać.

Wyrzuty sumienia za każdym razem jak sobie coś kupuję. Wyrzuty, gdy zmieniam plany i muszę komuś powiedzieć nie. Czasem tak bardzo jestem zła na siebie, że nie jestem w stanie opanować niektórych zachowań i uczuć. Najgorzej, bo czasem wydaje mi się, że jestem mistrzem w mówieniu ludziom tego, co chcieliby usłyszeć. Tłumaczę to wszystko posiadaniem świętego spokoju, a może po prostu boję się ludzi.

29 września 2012

Shiver

Nie palę od jakichś dwóch tygodni. No, może trafiła się jedna, kiedy jednego wieczoru nie umiałam sobie poradzić z uczuciem zdenerwowania i wkurwienia. Nie pomogło. Piję za to więcej kawy, śmieję się bardziej nerwowo, udając, że wszystko jest ok.

W głowie często mam mnóstwo wulgarnych słów, niedopowiedzeń, które wolę zostawić, by mieć święty spokój.

Zasypiam w piątek o 22 po wypiciu dwóch piw. Tak bardzo przegrywam wtedy życie, tak bardzo.

27 września 2012

Łu

Brakuje mi podróży, wsiadania do pociągu, bycia w nim, nocowania pod namiotem, w cudzych mieszkaniach, na cudzych podłogach, umierania na leżakach ostatniego dnia festiwalu (tak, nawet tego). Brakuje mi picia wódki z wami wszystkimi, przelewanej do butelek po sprite'cie, czy gdzieś w lesie w mieście k.

Lato ewidentnie się skończyło. Następny przystanek moje ćwierćwiecze i cztery słowa, które na zawsze pozostaną na moim ciele.

Do widzenia, do jutra, nie mam czasu dłużej czuć się źle.

25 września 2012

Seventeen

Największy jest ten strach przed nieznanym, który sami napędzamy, myśląc i analizując różne fikcyjne sytuacje, układając w głowie gotowe riposty na ataki słowne. Potem okazuje się, że wszystko niepotrzebnie, że jestem w stanie jednak dużo wytrzymać. Koniec z nakręcaniem się.

Kupuję oczywiście kolejne książki, mając milion nieprzeczytanych na półkach i parapetach.

Ta wywołała we mnie najróżniejsze emocje, od śmiechu, zachwytu po płacz w miejskim autobusie. Mimo, że tematyka sci-fi, mimo, że powinna mi się to podobać tylko w wieku kilkunastu lat - była świetna. Kolejny dowód na to, że nadal jestem dużym dzieciakiem z tornistrem na plecach.

24 września 2012

Faithless

Miej wyjebane a będzie ci dane & Co cię nie zabije to cię wzmocni nabiera w moim życiu nowego wymiaru. Nastawiam się bojowo, a jednocześnie ze spokojem. Ciekawe, czy mi się uda.

Dochodzę do wniosku, że najlepszym wyjściem byłoby się teraz zakochać. Tak totalnie, żeby ogarnęło to każdą sferę życia, nie dawało spać, jeść, myśleć o czymkolwiek innym. Ale przecież to nie zdarza się nam.

Większe zapotrzebowanie na post-rock oznacza jesień.

23 września 2012

Disappear Always

Ten czas, pogoda, zapach powietrza przypomina mi coś. Nie wiem dokładnie co, ale podświadomie czuję, że za tym tęsknię i mi tego brakuje. 

Chciałabym wrócić na studia, do czasu sprzed kilku lat. Sytuacja w pracy strasznie mnie stresuje, w pewnym sensie nie potrafię sobie z nią poradzić i zaczynam szukać winy w sobie, bo może tak naprawdę to ja jestem jej przyczyną i wszystkie moje kompleksy. I brak pewności siebie.

Nie potrafię wysiedzieć, gdy mam wolny dzień.

Słucham dużo dream popu/shoegaze'u.